Przyzwyczaiłam się
Oczywiście przyzwyczaiłam się do wstawania przed świtem, choć przesunięcie czasu bardzo mi pomogło. Wbrew innym, mam nadzieję, że nie zostanie zniesione. Mi ono pasuje i nie rozwala mi biologicznego rytmu, wręcz przeciwnie, mój biologiczny rytm się go domaga. Domaga się też weekendu. Na szczęście dziś piątek, piąteczek, piątunio :)
Za oknem, na pobliskim placu mamy budowę. Mimo zamkniętych okien jest głośno, drgania sprzętu przechodzą "po murach". Mam tego serdecznie dość. Ja rozumiem, że oni są w pracy, ale ja też. Trzeba będzie w weekend zregenerować nerwy. Na zakupy raczej się nie wybiorę. Ma być zimno, więc pewnie galerie będą zapchane po brzegi, ale może do teatru, albo do kina... Trzeba będzie pogadać z dziewczynami...

Komentarze
Prześlij komentarz