Sukces

Jeśli chodzi o święta, to odniosłam wielki sukces "stawiając się" rodzinie. Podzieliliśmy moje obowiązki (jasne, że nie wszystkie), głównie między tych, którzy niewiele co robią i w końcu dało się cieszyć okresem przedświątecznym. Oczywiście było trochę biegania, ganiania itd., ale to było takie normalne, nakręcające i miłe, nie to co w poprzednich latach. Zdążyłam ze wszystkim i miałam siłę cieszyć się świętami. Ba, nawet kupiłam sobie nową sukienkę, skoczyłam do fryzjera i zrobiłam paznokcie :) Można? Można.

Co ciekawe najlepsze prezenty okazały się te najtańsze. Dzieciakom spodobały się małe chodzące "robalki", które dorzuciliśmy im do paczek na zasadzie zapychaczy, bo gdzieś je wypatrzyłam, a chłopakom i dziewczynom śmieszne kolorowe skarpetki, które też kupiłam, jako uzupełnienie. To pokazuje, że wcale nie trzeba wydawać kroci, wystarczy dobry pomysł. Ostatecznie czasy paczek żywnościowych, odzieżowych czy z pomocą humanitarną już minęły. Można się skupić na prezentach dawanych w ramach pamięci o danej osobie.

Poszalałam też w Sylwestra na imprezie w pobliskiej restauracji zamienionej specjalnie z tej okazji na coś w rodzaju tancbudy ;) Na szczęście z przednią muzyką. Kiedy opowiedziałam o tym babci powiedziała, że po wojnie też były fajne imprezy na dechach. No mi się to bardziej skojarzyło ze studniówką w fazie: po północy ;)

Dzisiaj natomiast od zaprzyjaźnionej księgowej dostałam info, że w tym roku będą całkiem niezłe premie roczne :) Wspaniale, moją od razu przeznaczę na opłacenie wyjazdu wakacyjnego. Nie trzeba będzie się zastanawiać później skąd wziąć pieniądze.

No więc podsumowując: stary rok zakończyłam sukcesem i nowy nim rozpoczęłam. Beautiful, oby tak dalej. Trzeba korzystać z dobroci, dopóki obdarowuje nas nimi los, bo jak pokazuje doświadczenie wiecznie to trwać nie będzie ;)

Komentarze

Popularne posty