Przeskok
No to z kwietnia przeskakujemy na koniec maja i w sumie w ostatniej niemal chwili załapałam się na majowy wpis. Miło, bo to mój ulubiony miesiąc. W tym roku w dodatku przypadały w nim aż dwa długie weekendy, więc jest hiper - ulubiony ;) Maj to też miesiąc, w którym ku radości rodziny rozpoczynam odchudzanie. Nie, żeby się tak cieszyli na myśl, że schudnę, tylko wiedzą, że wtedy znajdą mnóstwo sprzeczności, bo co innego by się chciało, a co innego się robi, np. na przegryzkę kupiłam ostatnio suche wafle. Ale posmarowaliśmy je w końcu masą kajmakową i tak się jakoś dziwnie złożyło, że gadając sobie zjadłam 1/4 tych wafli; jakby nie patrzeć z 1/4 masy kajmakowej... Oczywiście takich przykładów można mnożyć, więc rodzinka ma ubaw. Ale co zrobić, jak pogoda się poprawia i człowiek czuje (a czasem i słyszy) presję otoczenia, żeby zrzucić parę kilo. Nie wiem za bardzo po co, bo jak się ma charakter łasucha, to nie ma bata - wcześniej czy później się nadrobi; oby nie z nawiązką.
Maj skłania mnie też do zrobienia porządków. Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że muszę pozbyć się (czytaj: sprzedać albo oddać do biblioteki szkolnej) część książek dziecka, bo do bajek już od dawna nie zagląda, za to kupuje książki młodzieżowe, na które nie ma miejsca na regale. Należałoby więc jego biblioteczkę dostosować do wieku i zainteresowań... Choć sentymentalnie już mi zapowiedział, że nie ma pozbywania się Muminków, Niekończącej się historii i przygód Jerzego w kosmosie :)

Komentarze
Prześlij komentarz