Lubię buszować po wyprzedażach

Ja wiem jak działa handel i że wyprzedaże w Polsce to ułuda. Po prostu przed świętami ceny są wyższe a później się z nich schodzi do normalnego poziomu. Może czasem trochę niższego, jeśli jakieś towary są sezonowe i ich nie sprzedanie wiązałoby się z koniecznością magazynowania przez kilka miesięcy i ryzykiem, że w przyszłym sezonie się coś nie sprzeda. Ale i tak je lubię. Ponieważ swego czasu brałam karty lojalnościowe z wszystkich chyba sklepów, w których dawali, teraz w sezonie wyprzedażowym mam skrzynkę i tę na dworze i e-mailową zapchaną promocjami i niemal codziennie dostaję jakieś sms-y. A to z kolei zaczęło mnie już męczyć, więc postanowiłam sobie, że jutrzejszy dzień, w którym nie mam nic zaplanowanego, poświęcę na cofanie swojej zgody na przesyłanie informacji handlowych, przynajmniej na komórkę. Bo maile można hurtowo skasować, a telefon rozprasza jak co chwilę „pika”. Tym niemniej, korzystając z tego, że nadal jest chłodno i że jeszcze jest taniej, zamierzam zaopatrzyć się dziś w kurtkę zimową, bo obecna po kilku praniach już nie grzeje tak jak powinna, więc w przyszłym roku i tak bym musiała kupić, a lepiej, a przynajmniej taniej zrobić to teraz. Przy okazji muszę poszukać jakichś fajnych pantofli dla mamy, bo po sezonie zimowym nie wiedzieć czemu zawsze jest z tym problem. Można obejść wszystkie sklepy w galerii i nic. Nawet duże sklepy obuwnicze ze zróżnicowaną ofertą, jakoś traktują typowe pantofle domowe po macoszemu i nie ma tłumaczenia, że w pantoflach chodzi się przez cały rok. Zresztą nawet nie ma z kim rozmawiać, bo co biedna sprzedawczyni poradzi na asortyment. Niby chodzi się w nich przez cały rok, ale później wysyp w sklepach mamy klapków raczej kąpielowych niż domowych. No i perełka programu: sklepy jubilerskie, które mi przysłały oferty. Mam ochotę dodać do mojej bransoletki jakiegoś jednego czy dwa charmsy. Albo przynajmniej wybrać sobie jakieś i zamówić na Walentynki :)

Komentarze

Popularne posty